ROZDZIAŁ 2
Usiadłam na środku jezdni ignorując przejeżdżające samochody.
Byłam martwa. W mojej głowie pojawiło się wiele pytań, jednak czułam, że Celaena nie udzieli mi na nie odpowiedzi.
-Jak to się stało?-zaryzykowałam lecz ona pokręciła tylko głową.
-Nie znam historii ludzi za życia. Nie wiem jak umarłaś.
-Dlaczego moja dusza po prostu nie odeszła? Jak wszystkie?-zapytałam.
Mrugnęłam i nagle obie znalazłyśmy się na tej samej plaży, gdzie się obudziłam.
-Nie wszystkie dusze odchodzą, Debby. Widocznie ktoś stwierdził, że masz tutaj jeszcze coś do
zrobienia.
Kobieta wyminęła mnie i podeszła bliżej brzegu.
-Ale co?-zmrużyłam oczy przyglądając się jej.
-Dowiesz się.-odpowiedziała cicho.
Zbliżyłam się do niej i zdałam sobie sprawę, że w tym miejscu leżało moje ciało.
-Zapewne już je znaleźli.-Celaena ciągle patrzyła przed siebie.
Byłam pewna, że czyta mi w myślach.
-Pogrzebią je?
-Albo spalą. Nie wiem, możesz się przekonać.
-Mogę?-stanęłam przed nią, zasłaniając jej widok.-Czy nie powinnam nic nie czuć?-zadałam kolejne
pytanie, nie czekając na odpowiedź.
-Nie.-zaśmiała się.-Mimo, że jesteś duchem masz wciąż uczucia i zmysły.
-Myślałam, że...-zaczęłam lecz mi przerwała.
-Nie wierz we wszystko co Ci powiedzą.
Nachyliłam się i zgarnęłam trochę mokrego piasku.
Trudno było pogodzić się z faktem, że moje życie się skończyło. Nigdy więcej nikt mnie nie zobaczy, nie
spotkam rodziców i przyjaciół, nie będę miała chłopaka, dzieci i rodziny. Nie spełnię wszystkich swoich marzeń, które mam, a właściwie miałam.
-Dlaczego pamiętam tylko niektóre rzeczy, jak moje imię czy rodziców, a nie szkołę do której
chodziłam lub chociażby jak umarłam?-podniosłam wzrok na Celaenę.
-Musiałaś się uderzyć.-wzruszyła ramionami.-Zdarza się.
-Co ja mam teraz robić?-zapytałam bardziej samą siebie.
-Czekać, aż będziesz mogła odejść.
-Do dupy.-kopnęłam kamień do wody i zalałam się łzami.-Dlaczego akurat ja!-krzyknęłam z całych
sił. I tak nikt mnie nie usłyszy...już nigdy.
-Zabierz mnie na cmentarz.-poprosiłam ale w odpowiedzi usłyszałam tylko ciszę.-Celaena?-
odwróciłam się, lecz jej nie było.-Po prostu świetnie!-uderzyłam rękami o uda.-Masz rację, zostaw mnie samą.-ruszyłam w stronę lasu zdenerwowana.-Nawet nie wiem co muszę zrobić, mogłaś mi dać
chociaż jakieś wskazówki ale nieee, po co.-odgarnęłam gałązki, które zagradzały mi przejście.-Lepiej
zostawić mi misje, o której nie mam pojęcia i zniknąć, gratulacje.-przemierzałam tę samą drogę co z Celaeną, chciałam znów dotrzeć do miasta.-Ciekawe ile ona ma lat.-mówiłam sama do siebie.- Wygląda bardzo młodo, chociaż jeśli jest jakąś wróżką albo elfem, może mieć ich z tysiąc.-
westchnęłam.-No wreszcie.-otrzepałam koszulkę wychodząc na chodnik. Czy na pewno chciałam iść
na swój własny pogrzeb? Czy będę w stanie wytrzymać to psychicznie? Cóż, byłam pewna, że nie umrę
z przerażenia.
-Ale ty zabawna Debby.-powiedziałam i skręciłam w prawo. Nogi niosły mnie same, wiedziały lepiej
ode mnie gdzie iść. Bałam się, jednak to była szansa, aby czegoś się dowiedzieć.
-No nóżki, gdzie teraz?
-Szybciej!-usłyszałam znajomy głos i po chwili ujrzałam chłopaka z wieńcem, podążającego za starszą
kobietą.
Jednak to nie był jakiś tam chłopak, to był mój brat.
Pamiętałam go.
-Draco!-krzyknęłam w jego stronę.-Draco!-powtórzyłam zapominając, że nie może tego słyszeć. Mruknęłam pod nosem i pobiegłam za nim.
Nic nie działo się przypadkowo, właśnie tak miało być, miałam go spotkać.
-Wiem, że jesteś biegaczem ale trochę wolniej!.-jęczałam.
No tak, tego faktu akurat nie zapomniałam. O ironio.
Dopiero przy grupie ludzi zorientowałam się, że jestem na cmentarzu.
Zaczęłam się trząść, bo akurat spuszczali trumnę do wykopanego dołu.
Naprawdę nie chciałam tego oglądać, więc skupiłam się na towarzystwie. Mama i tata, to wiedziałam ale reszta? Nie znałam tych ludzi i miałam wrażenie, że za życia także. Tak
to jest, nienawidzą Cię, a gdy umrzesz nagle stajesz się najwspanialszą osobą jaka chodziła po ziemi.
Tłum zaczął się rozchodzić, po chwili przy grobie został tylko Draco.
Podeszłam bliżej i spojrzałam na niego. Z jego czerwonych, podkrążonych oczy płynęły łzy.
Trzymał w ręce aparat. Miał zamiar robić zdjęcia, serio?
-Wciąż czuję, jakbyś tu była.-szepnął gdy ukucnęłam obok.
-Bo tu jestem idioto.-wywróciłam oczami.
-Przepraszam...-załkał.
-Ale za co?
-Gdybym nie pozwolił Ci wyjść na pokład wszystko byłoby inaczej. To moja wina.-ukrył twarz w
dłoniach i zaczął płakać.-To było twoje marzenie, a tylko Cię przez nie straciliśmy.
-Nie, to nie twoja wina Draco, na pewno nie.-powiedziałam chwytając go za ramię.
Chłopak tego nie
poczuł, oczywiście...
-Żegnaj Debby...-wyszeptał, po czym zostawił aparat obok nagrobka i odszedł.
-To było okropne.-przyznałam i chwyciłam urządzenie.-Co tu mamy...-zaczęłam przeglądać zdjęcia od
najnowszych.
Pioruny, deszcz, Draco, znów pioruny, rodzice i jacht.
Dobra ale dalej nie dowiedziałam się jak umarłam. Rzuciłam aparatem o ziemię, roztrzaskał się na
kawałki. Przymknęłam oczy, a gdy je otworzyłam wciąż leżał w nienaruszonym stanie obok nagrobka.
No tak, zapomniałam.
Zrobiłam dwa kroki, a moim oczom ukazała się tablica nagrobkowa.
Debby Bolt 12.01.1999 - 06.07.2017
'pochłonął ją żywioł'
-Żywioł.-prychnęłam.
Przejechałam dłonią po moim zdjęciu, ruszało się. Po chwili odpadło ukazując mi wgłębienie w płycie. Zaglądnęłam do środka, znajdował się tam jakiś papier.
Jak mogłabym tego nie wyciągnąć?
Rozłożyłam go, okazało się, że to kawałek artykułu z gazety.
'Osiemnastoletnia Debby, laureatka nagrody wypadła za burtę.
Jej ciała do tej pory nie odnaleziono.'
-I tyle?-zdziwiłam się.
Schowałam papier do kieszeni i opuściłam cmentarz.
***
Wszystko wskazywało na to, że się utopiłam. Gdzie była teraz Celaena? Potrzebowałam jej.
Co musieli czuć moi rodzice i Draco? Czy bardzo przeżywali moją śmierć?
Westchnęłam i ruszyłam w nieznanym mi kierunku, nie wiedziałam co ze sobą zrobić.
To wszystko było chore, może to tylko sen z którego zaraz się wybudzę?
Nic na to nie wskazywało...
Będę błąkać się po ziemi całą wieczność, ja nieszczęśliwa dusza. Nigdy nie zaznam ukojenia i spokoju,
już nigdy.
-Kiedyś zaznasz.
Celaena, wreszcie.
-Gdzie byłaś! Zostawiłaś mnie.-skrzyżowałam ręce na piersiach.
-Oh wybacz, mam też inne sprawy do załatwiania.-odpowiedziała.
Spojrzałam na nią, coś mi nie pasowało. Brakowało białej sukni i wianka, teraz miała na sobie tylko
długą koszulę.
-Zmieniłaś strój?-zapytałam marszcząc czoło.
-To, że ty nigdy się już nie przebierzesz nie znaczy, że ja też muszę.
-To było chamskie!-oburzyłam się.-Myślałam, że jesteś miła.
-Mam zły dzień.-odchrząknęła.-Więc już wiesz jak umarłaś.
-Mhm...-wyminęłam ją.
-Gdzie idziesz?-zawołała za mną.
-Nie wiem.-machnęłam dłonią.-Czuję, że muszę tam iść.
Nie odezwała się, po prostu ruszyła za mną. Moim oczom ukazał się sklep monopolowy.
-Wejdź.-zachęciła mnie otwierając drzwi.
-Czy nie mogę po prostu przejść przez ścianę?
Pokręciła głową.
-To tak nie działa.
-To dlaczego samochody...
-Bo nie możesz znów umrzeć.-przerwała mi.-Drzwi Cię nie zabiją, prawda?
-Jeśli bym na nie wpadła z dużą prędkością, kto wie.-weszłam do środka i się rozejrzałam.
-Muszę usiąść, bolą mnie nogi.-przeszłam przez regały, w kącie sklepu stał stolik.
Siedział przy nim
blondyn, mniej więcej w moim wieku. Czytał gazetę.
-Mogę się przysiąść?
No pewnie Debby, siadaj stara! Chcesz się napić, coś zjeść? Pogadajmy o tym, że
jesteś duchem!
-Zabawne.-rzuciła Celaena.
-Wiem.-odparłam i padłam na krzesło.
Spojrzałam na chłopaka, moje oczy uchwyciły nagłówek
czasopisma.
'
Tragedia na morzu'
Przysunęłam się do chłopaka i spojrzałam w to samo miejsce, gdzie on.
Czytał ten sam artykuł, którego kawałek miałam w kieszeni. Włożyłam do niej rękę, lecz była pusta.
-Więc wygrałam nagrodę w konkursie fotograficznym?-zdziwiłam się czytając.-To by wyjaśniało
aparat.-pokiwałam głową ze zrozumieniem.-Nagrodą był rejs, była burza, a ja wypadłam i się utopiłam. Raaany...-jęknęłam.-Aż taka koślawa jestem?
-Bywa.-powiedziała Celaena.
W tym momencie chłopak westchnął i złożył gazetę, którą położył na stół, po czym wstał.
-Ej!-zawołałam za nim.-Czytałam to.-parłam głowę na dłoniach.
-Chodźmy.-ponagliła mnie Celaena.
-Będę Ci mówić Ce, Celaena jest długie i zbyt poważne.
'Ce' wywróciła oczami.
-Narazie!-rzuciłam do blondyna, który stał teraz przy kasie.
Podniósł wzrok i rozglądnął się po pomieszczeniu.
Zmrużył oczy, spojrzał na mnie i posłał mi uśmiech.
Odwzajemniłam gest i wyszłam ze sklepu.
Zaraz.
Usłyszał.
Uśmiechnął się.
On mnie zauważył.

Zapowiada sie ciekawie. Czekam na next. ;)
OdpowiedzUsuń