ROZDZIAŁ 1
Otworzyłam oczy i od razu poraził mnie blask księżyca w pełni. Odruchowo zasłoniłam je dłonią, co
spowodowało okropny ból na całym ciele. Spróbowałam podnieść się do siadu, jednak to było zbyt
trudne. Wzięłam kilka głębszych oddechów, po czym zacisnęłam zęby i usiadłam. Patrzyłam prosto na
taflę wody, delikatne fale biły o moje przemoczone nogi.
Poczułam dreszcze spowodowane chłodem. Podciągnęłam się wyżej, jak najdalej od brzegu.
Zaczęłam się rozglądać, lecz jedyne co widziałam to piasek i kamienie.
Gdzie ja tak właściwie byłam? Co się stało?
Skupiłam się na wydarzeniach z przeszłości, jednak w głowie miałam pustkę.
Nie mogłam sobie nic przypomnieć, nic prócz mojego imienia.
-Jestem Debby...-wyszeptałam kiwając głową.
Co mam teraz zrobić? W jakim kierunku iść?
Nie wiedziałam gdzie mieszkam, nie pamiętałam mojej rodziny czy znajomych. Muszę się wydostać z plaży, może powinnam znaleźć jakiś szpital, ktoś na pewno mi pomoże.
Ogarnęłam jeszcze raz wzrokiem brzeg ale tym razem dostrzegłam coś, czego nie zauważyłam
wcześniej. Jakaś postać leżała obok miejsca, w którym przed chwilą się znajdowałam. Pełna nadziei
podbiegłam do niej, jednak to co zobaczyłam przyprawiło mnie o mdłości.
Zobaczyłam siebie.
Zakręciło mi się w głowie, przerażona zakryłam oczy i wmawiając sobie, że to tylko przewidzenie
uciekłam z plaży. Oparłam się o jedno z wyższych drzew chcąc uspokoić moje serce, które biło
niebezpiecznie szybko. Nie miałam dość odwagi w sobie, by spojrzeć w tył.
Na moich policzkach pojawiły się łzy wywołane strachem, którego nie kontrolowałam.
-O mój boże...-załkałam i ukryłam twarz w dłoniach.
Cała drżąc, ruszyłam wolnym krokiem przez
lasek. Było tak zimno, zbyt zimno jak dla mnie. Muszę kogoś znaleźć, to był mój jedyny cel teraz.
Szłam przed siebie rozglądając się wokół, moją uwagę przyciągnął jakiś szary kształt.
Potknęłam się o wystający korzeń i wylądowałam na mokrych liściach, szybko spojrzałam w stronę,
gdzie przed chwilą 'coś' się znajdowało, niestety teraz widziałam same drzewa.
Zaklęłam pod nosem i cała obolała wstałam na nogi.
Przede mną stała kobieta, a tak właściwie to dziewczyna. Wystraszyłam się i wydałam z siebie przeraźliwy krzyk, jednak ona tylko się uśmiechnęła.
Była naprawdę piękna, na jej siwych włosach spoczywał wianek, który idealnie współgrał z jasną
suknią.
Co ona robiła tak ubrana w lesie, na dodatek w nocy?
-Kim jesteś?-wysapałam oszołomiona.
-Na imię mam Celaena.- jej głos był wysoki ale delikatny i przyjemny dla ucha.
Złączyła swoje dłonie i
patrzyła na mnie, wciąż uśmiechnięta. Miałam ochotę zadać jej kilka pytań na temat jej osoby ale
przecież to nie było najważniejsze.
-Pomóc Ci jakoś?-zapytała spokojnie.
-Tak.-odchrząknęłam.-Obudziłam się cała zmoczona na plaży i nic nie pamiętam. Czy mogłabyś
zaprowadzić mnie do jakiegoś szpitala, czy coś?-poprosiłam.
-Chodź za mną, Debby.-odpowiedziała po czym odwróciła się i zaczęła iść.
-S-skąd wiesz jak mam na imię?
Nie odpowiedziała. Jak mogła znać moje imię? Dopiero co ją poznałam!
-Co tutaj robisz?-zadałam kolejne pytanie, tym razem otrzymałam odpowiedź.
-Pomagam Ci.
Celaena spojrzała na księżyc, a następnie przed siebie.
-Jak to?-zdziwiłam się słysząc jej słowa.-Przecież...nie rozumiem.-skomentowałam.
Dziewczyna była dziwna i to bardzo. Czy dobrym pomysłem było zaufanie jej?
Cóż, nie miałam wyboru.
-Zrozumiesz.-wyszeptała i cicho się zaśmiała.
Wzruszyłam ramionami i bez słowa szłam za nią.
Las był ciemny, jednak od Celaeny bił pewnego rodzaju blask. Zaczynałam myśleć, że nie jest
człowiekiem ale od razu wyśmiałam tę myśl.
To niemożliwe.
Po około godzinie wędrówki w ciszy, usłyszałam warkot silnika samochodowego.
Jeszcze kilka kroków i ujrzałam budynki oraz ulicę. Spojrzałam na Celaenę, która szła wzdłuż chodnika
parę metrów ode mnie.
-Ej!-zawołałam za nią.-Gdzie idziesz!
Znów nie usłyszałam odpowiedzi. Westchnęłam i pobiegłam za nią.
Słońce już wychodziło i zaczynało ogrzewać moje zmoczone i zmarznięte ciało.
-Przepraszam, która jest godzina?-zapytałam przypadkowego przechodnia, lecz on mnie zignorował i
poszedł dalej.
-Czy może mi pani...-spróbowałam ponownie ale spotkałam się z identyczną reakcją.
-Ludzie są niemili.-jęknęłam do dziewczyny, która zaprzeczyła.
-Wcale nie są.
Zatrzymała się i wskazała dłonią na budynek szpitala.
Ucieszona podążyłam w jego stronę, może wreszcie coś się wyjaśni.
Odwróciłam się i spojrzałam na Celaenę, która szła za mną.
Dziwiłam się, że ludzie nie patrzą na nią podejrzliwie. Świeciła się, dosłownie, jednak oni zachowywali
się jakby jej nie dostrzegali. Wypuściłam powietrze z ust ze świstem i złapałam za klamkę. Otworzyłam
drzwi i ujrzałam tłum ludzi.
-Co mam im powiedzieć?-zniechęcona przystanęłam.
-To samo co mi.-strzepała paproch ze swojej sukienki i zamrugała kilka razy.-No idź.
Posłała mi nalegające spojrzenie. Kiwnęłam głową i podeszłam do recepcji.
-Dzień dobry.-powiedziałam.
Kobieta dalej stała nachylona nad papierami.
-Dzień dobry!-
powtórzyłam głośniej.
Nic, zero.
'Co do cholery' pomyślałam i zaciskając pięści, zaczęłam szukać jakiegoś lekarza. Mężczyzna w kitlu stał z notatnikiem obok automatu z kawą, od razu do niego podeszłam.
-Witam, czy mógłby mi pan...-zaczęłam ale przestałam, gdy jego zachowanie było identyczne z
zachowaniem recepcjonistki.
Zdenerwowałam się, naprawdę się zdenerwowałam. Ciężko oddychając podeszłam do stolika i
chwyciłam drewniane krzesło, którym cisnęłam o ścianę. Jego nogi połamały się i odleciały od
siedzenia.
-CZY KTOŚ ZWRÓCI TERAZ NA MNIE UWAGĘ?! - krzyknęłam rozglądając się po holu.
Ludzie udawali, że wcale nie zauważyli krzyczącej wariatki, która rozwaliła krzesło.
Bezradna cofnęłam się z chęcią kopnięcia resztki przedmiotu i wyładowania złości, jednak jego tam nie
było.
-Ale...- okręciłam się wokół własnej osi, a to co zobaczyłam zaparło mi dech w piersiach.Krzesło stało przy stoliku w nienaruszonym stanie.
Z mojego gardła wyrwał się przeraźliwy krzyk, który odbijał się echem po całym budynku. Wybiegłam ze szpitala nie panując nad sobą, prosto na ulicę.
Dopiero gdy się zatrzymałam zdałam sobie sprawę z tego, że pędzi na mnie duże audi.
Zakryłam się rękami przygotowana na ból i uderzenie, którego mogłam nie przeżyć.
Jednak to nie nastąpiło.
Niepewnie odkryłam oczy i ujrzałam kolejny samochód, ponownie się skuliłam i ponownie nic nie
poczułam.
Nadjeżdżały kolejne maszyny ale ja już się nie chowałam, stałam jak posąg i patrzyłam jak każda z
nich przejeżdża nie robiąc mi zupełnie żadnej krzywdy.
-Jak to...-zaczęłam.
-Możliwe?-dokończyła za mnie Celaena, która nagle znalazła się obok.
Z nią było identycznie,
zupełnie nie reagowała na 'zderzenie'.
-Jeszcze nie zrozumiałaś?-złapała mnie za ramiona, a ja spojrzałam prosto w jej oczy, które na chwilę
stały się całkiem białe, po czym błękitne.
Skojarzyłam wszystkie fakty; ignorujący mnie ludzie, krzesło, amnezja, ona sama i ciało. Moje ciało, które zostało na brzegu.
Jednak mi się nie przewidziało, to byłam ja... W mojej głowie pojawiła się jedna myśl, jednak zbyt absurdalna aby mogła być prawdziwa.
Nie mogłam w nią uwierzyć, a może zwyczajnie nie chciałam?
-Tak.-powiedziała Celaena jakby czytając w moim umyśle.-Tak Debby, Ty nie żyjesz.
Naprawdę zapowiada się świetnie :)
OdpowiedzUsuńSuper :-*
OdpowiedzUsuń