sobota, 11 kwietnia 2015

PROLOG

                            PROLOG

Kolejny upalny dzień lata, jednak w tym było coś wyjątkowego. Ten dzień, był dniem rejsu tak długo przez nią wyczekiwanego. Opłaciły się godziny z aparatem, opłaciły się noce przed komputerem, oraz opłaciło się używanie wyobraźni. Wygrana smakuje cudownie, gdy naprawdę na nią zapracujesz. Wraz z rodziną stała, i czekała na ten moment gdy wpuszczą ją na pokład. Zdjęcia, dzięki którym pokonała konkurencje były porozwieszane w każdym możliwym miejscu. Czuła dumę, niesamowitą dumę. 'Sama tego dokonałam' myślała za każdym razem, gdy na nie patrzyła. Czekają ją wspaniałe wakacje na oceanie, na luksusowym jachcie. O niczym innym bardziej nie marzyła, to idealna okazja aby rozwijać swoją pasję. Wreszcie pojawiły się przed nią schody, po których weszła na pokład. Powitał ją młody kelner z lampką drogiego szampana, wznieśli toast i czekali na rozpoczęcie przygody. Jednak coś było nie tak. Jakaś cząstka jej mówiła, że nie powinna tego robić...
 * 
Przebudziłam się cała zmarznięta, zrzuciłam na bok koc i włożyłam buty. Obejmując swoje ramiona ruszyłam do sąsiedniej kabiny, gdzie spał mój brat. 
-Draco?-zawołałam, lecz pomieszczenie było puste. 
Westchnęłam i wycofałam się. Weszłam na górę po metalowych schodach i dostrzegłam męską sylwetkę. 
-Draco!-krzyknęłam, a chłopak odwrócił się i podszedł do mnie. 
-Nie krzycz, wszyscy śpią.-skarcił mnie zarzucając bluzę na moje ramiona. 
-Dlaczego jest tak zimno?-zapytałam otulając się nią. 
Zmrużył oczy niezadowolony i jakby trochę zaniepokojony.
-Jest okropny sztorm. 
-Sztorm?-zdziwiłam się, a moje serce zaczęło bić jak oszalałe. 
To była idealna okazja na zrobienie fantastycznych zdjęć. 
-Nawet o tym nie myśl.-ostrzegł mnie brat, wiedząc co chodzi mi po głowie. 
-Idź po mój aparat.-nakazałam mu. 
-Jedyne miejsce gdzie pójdę to moja kabina.-wyminął mnie, jednak po przejściu kilku kroków znieruchomiał. -Proszę Cię Debby, chodź.-powiedział błagalnie ale ja stanowczo zaprzeczyłam. 
-Nie przepuszczę takiej okazji. Idź, pójdę sama. 
Wypuścił powietrze z ust ze świstem, uległ.
-Zaczekaj chwilę.
 Zeskoczył po schodach i minutę później wrócił z moją lustrzanką.  Wyszliśmy na pokład, wiatr był tak silny, że prawie mnie przewrócił. Co sekundę piorun przecinał zachmurzone niebo, a fale niebezpieczne kołysały jachtem. 
-To nie jest dobry pomysł.-mruknął niezadowolony Draco. 
-Tylko chwilę.-oznajmiłam i pewnym krokiem podeszłam do barierki. 
Zaczęłam robić mnóstwo ujęć, niektóre były naprawdę dobre. Jednak rurki przede mną bardzo mi przeszkadzały. Położyłam stopę na jednej z nich, po czym łapiąc się słupa udało mi się na nie wspiąć. 
-Zwariowałaś?!-krzyknął przestraszony chłopak.-Złaź do cholery! DEBBY! 
Nie słuchałam go, jedyne co miałam w głowie to te piękne i niepowtarzalne zdjęcia. W jednej chwili podłoże niebezpiecznie się zatrzęsło. Aparat wyślizgnął mi się z rąk i spadł. 
-O nie!-jęknęłam. 
Na szczęście pasek przyczepiony do niego zaplątał się o o jakieś druty. 
-Kupię Ci nowy.-powiedział Draco ciągnąc mnie za rękę. Wyrwałam mu się kiwając głową.
-To były zbyt genialne fotki. 
-Chyba nie chcesz...Debby!-krzyknął za mną, lecz ja już zwisałam głową w dół. 
Sprawiło mi to wiele trudności, urządzenie było zbyt daleko. 
-Cholera.-mruknęłam do siebie, po czym opuściłam się jeszcze niżej. 
Wreszcie poczułam przedmiot w dłoniach, i z ulgą zawiesiłam go na szyi. Brat złapał mnie za nogi i wciągnął spowrotem na podkład. 
-Zabije Cię, rozumiesz? Jak możesz być tak nieodpowiedzialna!-krzyknął do mnie ze strachem w oczach. 
-Wyluzuj, mam aparat i jestem cała. Wracajmy.-zaśmiałam się i ruszyłam w stronę swojej kabiny. 
Nagle cały pokład pechylił się na bok, jakby coś w niego uderzyło. Draco złapał się pierwszej lepszej rurki, lecz ja nie zdążyłam. Przeturlałam się po metalowym podłożu, i wyleciałam za burtę wprost do lodowatej wody. Byłam świetną pływaczką, niestety w tej sytuacji to nie mogło mi pomóc. Fale były zbyt niespokojne, z każdej strony zabierały mnie pod powierzchnię wody. W oddali słyszałam krzyki brata oraz alarm. Walczyłam ale z żywiołem nie miałam szans. Zniknęłam pod taflą, niewidzialne dłonie ciągnęły mnie na dno. Ciecz wypełniła moje płuca, to był koniec. Utonęłam.

1 komentarz:

  1. Zapowiada się świetnie.. A no i czytam tez twoje drugie opowiadanie Mess. ;) niestety jeszcze nwm jak się tam dodaje komentarze.. Ale wiedz ze ff jest genialne.. Czekam na next-y.. ;) :D

    OdpowiedzUsuń