ROZDZIAŁ 3
Stałam przed sklepem oddychając ciężko. Kręciło mi się w głowie i czułam, jakbym miała zaraz
zemdleć.
-To niemożliwe.-powiedziała Celaena spokojnie, zbyt spokojnie.
-Wiem co widziałam.-odpowiedziałam jej i znów wpadłam do pomieszczenia.
Blondyn dalej czekał w
kolejce do kasy. Szłam w jego kierunku, a moje serce waliło jak oszalałe.
Stanęłam obok niego i uprzednio przełykając ciężko ślinę odezwałam się.
-Widzisz mnie?
Nie spojrzał na mnie. Tym razem nie usłyszał.
-Mówiłam.-Celaena westchnęła.
-Jestem pewna!-podniosłam głos. -Proszę, błagam...-ponownie zwróciłam się do chłopaka, niestety
nie otrzymałam żadnej reakcji.
Do moich oczu napłynęły łzy, które zaraz spływały po policzkach.
-
Ale...-szepnęłam i przejechałam dłonią po ramieniu chłopaka.
Wzdrygnął się, a następnie rozmasował miejsce, które dotknęłam.
-Widziałaś?!-odwróciłam się do Ce.-To nie może być przypadek! Poczuł to!
-Nie poczuł.-powiedziała pełna przekonania.
-Właśnie, że tak i dobrze o tym wiesz!-stanęłam przed nią.-Zrób coś Celaena!
-Debby! Ty nie żyjesz , co mam zrobić?!-krzyknęła mi w twarz.
Patrzyłam na nią oniemiała. Nie chciała mi pomóc, odrzucała mnie...Po co ona tu była?
-Odejdź.-powiedziałam oschle.
Chłopak nas wyminął i wyszedł ze sklepu. Muszę radzić sobie sama.
-Debby...-zawołała za mną gdy ruszyłam w jego ślady.-Nie możesz.
-Nie? To patrz!
Nie miałam zamiaru się zatrzymać, Ce została w tyle, nie szła za mną.
Pozwoliła mi działać na własną rękę.
Ponoć mam tutaj jeszcze coś do zrobienia i teraz byłam pewna, że ten chłopak ma z tym wiele
wspólnego.
Teraz muszę się tylko dowiedzieć co.
***
Szłam za blondynem od około trzydziestu minut, nie miałam pojęcia dokąd zmierza, nie znałam
miasta albo po prostu go nie pamiętałam, tak jak innych rzeczy.
Co jakiś czas witał się z przechodniami, kilka razy wyciągnął telefon czy poprawił kurtkę.
Droga zaczynała mnie już męczyć gdy on przystanął i znieruchomiał. Dogoniłam go i stanęłam obok
ciężko oddychając.
-Dlaczego mnie śledzisz?-zapytał patrząc na mnie.
Tak, patrzył na mnie.
-T-ty mnie widzisz?-powiedziałam drżącym głosem.
-O ile mi wiadomo nie jestem ślepy.-prychnął. -Więc?
Byłam w szoku, nie mogłam wydusić z siebie słowa.
-Musisz mi pomóc.-szepnęłam błagalnie.
-Nic nie muszę.-odpowiedział i ruszył z miejsca.
Nie mogę pozwolić mu odejść.
-Zaczekaj!-krzyknęłam za nim.
-Dziewczyno o co Ci chodzi?-odwrócił się. - Przyczep się do kogoś innego.
-Nie mogę.-podeszłam wolno do niego ze łzami w oczach. - Nikt inny mi nie pomoże, tylko Ty.
-A to czemu niby?-zaśmiał się.
Co miałam mu powiedzieć? Jeśli wyznam mu prawdę przestraszy się albo uzna mnie za wariatkę i
odejdzie.
-Chodzi o to, że nic nie pamiętam. Obudziłam się na plaży z amnezją.
-Więc idź do szpitala?-uniósł brwi.
-To nic nie da.
-Co miałbym zrobić żeby Ci pomóc?-skrzyżował ręce.
-Ja...-zacięłam się.
-Nie ważne.-machnął dłonią i odszedł.
Stałam tak i patrzyłam jak się oddala, nie wiedziałam co mam zrobić.
Jeśli chciałam zaznać spokoju, musiałam wykonać moją 'misję', a czułam, że on jest tego jakąś częścią.
Inaczej by mnie nie widział, prawda?
-Ja umarłam - zawołałam i zamknęłam oczy modląc się aby wrócił. Usiadłam na ławce, która stała pod
latarnią, chłopak dołączył chwilę później,
-To ukryta kamera ,czy jak?
-Nie.
-Ktoś Cię na mnie nasłał?
-Nie.-odpowiedziałam ponownie.
-Więc masz świra?-zadał kolejne pytanie, a ja rozpłakałam się.
Nie wytrzymałam, tak po prostu. Był jedyną osobą, która mogła mi pomóc w jakikolwiek sposób ale
bałam się, że mi nie uwierzy. Kto normalny by uwierzył?
-Um, nie płacz.-powiedział zmieszany.
Czuł się głupio, jednak nie tak bardzo jak ja.
To nie on musiał tłumaczyć komuś, że jest duchem, który błąka się po ziemi szukając spokoju.
-Dlaczego mnie widzisz?-zapytałam bardziej sama siebie.
-Nie rozumiem.-zmarszczył brwi, po czym usiadł obok mnie.-Może pójdziemy do mnie i pogadamy na
spokojnie? Mieszkam niedaleko.
-To nie jest dobry pomysł.-powiedziałam szybko.
-Dobra...-chwilę się zastanowił.-Więc chodźmy do Ciebie.
-Nie wiem gdzie mieszkam.-odpowiedziałam krótko.
Spojrzałam na chłopaka, który wyglądał na
zdezorientowanego.
-Co miałaś na myśli mówiąc, że umarłaś?-zapytał.
-To, że umarłam.-wzruszyłam ramionami.
-Brednie. Gdybyś umarła to...byłabyś nieżywa.
-Bo jestem.-złapałam się za głowę.
-Udowodnij.
Myśl Debby, myśl.
-Siedziałam obok Ciebie w sklepie, czytałeś gazetę. Wtedy mnie nie widziałeś.
-Akurat.-prychnął.-O cholera.-dodał po chwili, a jego twarz nagle zbladła.
Sięgnął dłonią pod kurtkę,
skąd wyjął kawałek papieru. Spojrzał na niego, a następnie na mnie.
-To Ty.-powiedział ciężko
oddychając, wskazywał na moje czarno-białe zdjęcie w gazecie z czarną wstążką u rogu.
-To jakiś żart?-zaśmiał się nerwowo.-Kto mnie wkręca?
Przestraszył się, a nawet przeraził, widziałam to po nim. Ucieknie czy może zostanie i postara się mi
pomóc?
-Tylko Ty możesz mnie zobaczyć, nie wiem czemu ale jestem pewna, że jest jakiś powód.
Sama nie rozumiem tego wszystkiego co się dzieje, dlatego musisz mi pomóc.-posłałam mu błagalne
spojrzenie lecz on zaczął kręcić głową.
-Nie.-powiedział.-Nie.-powtórzył i wstał.-Odejdź! To jest niemożliwe, niedorzeczne.
-Nie rób mi tego, proszę...-szepnęłam.-Błagam, nie zostawiaj mnie.
-Zamknij się!-podniósł głos, a ja znieruchomiałam.-Nie idź za mną.-powiedział już spokojniej nie
patrząc na mnie i poszedł.
Odprowadzałam go wzrokiem nie wiedząc co ze sobą zrobić. W tym momencie straciłam wszystkie nadzieje.
_____________________
Dzięki za komentarze :)
Nie mogę uwierzyć w to ,że po paru dniach ten blog ma tyle wyświetleń...( to dopiero początek)
Bardzo zależy mi na waszych komentarzach, więc śmiało komentujcie :)
Pozdrawiam Mess♥
PS. http://danrerouslukehemmingsff.blogspot.com/ <--- to jet mój pierwszy blog :) ( zawiera przekleństwa!)
Niewidzialna
poniedziałek, 13 kwietnia 2015
niedziela, 12 kwietnia 2015
ROZDZIAŁ 2
ROZDZIAŁ 2
Usiadłam na środku jezdni ignorując przejeżdżające samochody. Byłam martwa. W mojej głowie pojawiło się wiele pytań, jednak czułam, że Celaena nie udzieli mi na nie odpowiedzi.
-Jak to się stało?-zaryzykowałam lecz ona pokręciła tylko głową.
-Nie znam historii ludzi za życia. Nie wiem jak umarłaś.
-Dlaczego moja dusza po prostu nie odeszła? Jak wszystkie?-zapytałam.
Mrugnęłam i nagle obie znalazłyśmy się na tej samej plaży, gdzie się obudziłam.
-Nie wszystkie dusze odchodzą, Debby. Widocznie ktoś stwierdził, że masz tutaj jeszcze coś do zrobienia. Kobieta wyminęła mnie i podeszła bliżej brzegu.
-Ale co?-zmrużyłam oczy przyglądając się jej.
-Dowiesz się.-odpowiedziała cicho.
Zbliżyłam się do niej i zdałam sobie sprawę, że w tym miejscu leżało moje ciało.
-Zapewne już je znaleźli.-Celaena ciągle patrzyła przed siebie. Byłam pewna, że czyta mi w myślach.
-Pogrzebią je?
-Albo spalą. Nie wiem, możesz się przekonać.
-Mogę?-stanęłam przed nią, zasłaniając jej widok.-Czy nie powinnam nic nie czuć?-zadałam kolejne pytanie, nie czekając na odpowiedź.
-Nie.-zaśmiała się.-Mimo, że jesteś duchem masz wciąż uczucia i zmysły.
-Myślałam, że...-zaczęłam lecz mi przerwała.
-Nie wierz we wszystko co Ci powiedzą.
Nachyliłam się i zgarnęłam trochę mokrego piasku. Trudno było pogodzić się z faktem, że moje życie się skończyło. Nigdy więcej nikt mnie nie zobaczy, nie spotkam rodziców i przyjaciół, nie będę miała chłopaka, dzieci i rodziny. Nie spełnię wszystkich swoich marzeń, które mam, a właściwie miałam.
-Dlaczego pamiętam tylko niektóre rzeczy, jak moje imię czy rodziców, a nie szkołę do której chodziłam lub chociażby jak umarłam?-podniosłam wzrok na Celaenę.
-Musiałaś się uderzyć.-wzruszyła ramionami.-Zdarza się.
-Co ja mam teraz robić?-zapytałam bardziej samą siebie.
-Czekać, aż będziesz mogła odejść.
-Do dupy.-kopnęłam kamień do wody i zalałam się łzami.-Dlaczego akurat ja!-krzyknęłam z całych sił. I tak nikt mnie nie usłyszy...już nigdy. -Zabierz mnie na cmentarz.-poprosiłam ale w odpowiedzi usłyszałam tylko ciszę.-Celaena?- odwróciłam się, lecz jej nie było.-Po prostu świetnie!-uderzyłam rękami o uda.-Masz rację, zostaw mnie samą.-ruszyłam w stronę lasu zdenerwowana.-Nawet nie wiem co muszę zrobić, mogłaś mi dać chociaż jakieś wskazówki ale nieee, po co.-odgarnęłam gałązki, które zagradzały mi przejście.-Lepiej zostawić mi misje, o której nie mam pojęcia i zniknąć, gratulacje.-przemierzałam tę samą drogę co z Celaeną, chciałam znów dotrzeć do miasta.-Ciekawe ile ona ma lat.-mówiłam sama do siebie.- Wygląda bardzo młodo, chociaż jeśli jest jakąś wróżką albo elfem, może mieć ich z tysiąc.- westchnęłam.-No wreszcie.-otrzepałam koszulkę wychodząc na chodnik. Czy na pewno chciałam iść na swój własny pogrzeb? Czy będę w stanie wytrzymać to psychicznie? Cóż, byłam pewna, że nie umrę z przerażenia. -Ale ty zabawna Debby.-powiedziałam i skręciłam w prawo. Nogi niosły mnie same, wiedziały lepiej ode mnie gdzie iść. Bałam się, jednak to była szansa, aby czegoś się dowiedzieć. -No nóżki, gdzie teraz?
-Szybciej!-usłyszałam znajomy głos i po chwili ujrzałam chłopaka z wieńcem, podążającego za starszą kobietą.
Jednak to nie był jakiś tam chłopak, to był mój brat. Pamiętałam go.
-Draco!-krzyknęłam w jego stronę.-Draco!-powtórzyłam zapominając, że nie może tego słyszeć. Mruknęłam pod nosem i pobiegłam za nim. Nic nie działo się przypadkowo, właśnie tak miało być, miałam go spotkać.
-Wiem, że jesteś biegaczem ale trochę wolniej!.-jęczałam.
No tak, tego faktu akurat nie zapomniałam. O ironio. Dopiero przy grupie ludzi zorientowałam się, że jestem na cmentarzu. Zaczęłam się trząść, bo akurat spuszczali trumnę do wykopanego dołu. Naprawdę nie chciałam tego oglądać, więc skupiłam się na towarzystwie. Mama i tata, to wiedziałam ale reszta? Nie znałam tych ludzi i miałam wrażenie, że za życia także. Tak to jest, nienawidzą Cię, a gdy umrzesz nagle stajesz się najwspanialszą osobą jaka chodziła po ziemi. Tłum zaczął się rozchodzić, po chwili przy grobie został tylko Draco. Podeszłam bliżej i spojrzałam na niego. Z jego czerwonych, podkrążonych oczy płynęły łzy. Trzymał w ręce aparat. Miał zamiar robić zdjęcia, serio?
-Wciąż czuję, jakbyś tu była.-szepnął gdy ukucnęłam obok.
-Bo tu jestem idioto.-wywróciłam oczami.
-Przepraszam...-załkał.
-Ale za co?
-Gdybym nie pozwolił Ci wyjść na pokład wszystko byłoby inaczej. To moja wina.-ukrył twarz w dłoniach i zaczął płakać.-To było twoje marzenie, a tylko Cię przez nie straciliśmy.
-Nie, to nie twoja wina Draco, na pewno nie.-powiedziałam chwytając go za ramię.
Chłopak tego nie poczuł, oczywiście...
-Żegnaj Debby...-wyszeptał, po czym zostawił aparat obok nagrobka i odszedł.
-To było okropne.-przyznałam i chwyciłam urządzenie.-Co tu mamy...-zaczęłam przeglądać zdjęcia od najnowszych.
Pioruny, deszcz, Draco, znów pioruny, rodzice i jacht. Dobra ale dalej nie dowiedziałam się jak umarłam. Rzuciłam aparatem o ziemię, roztrzaskał się na kawałki. Przymknęłam oczy, a gdy je otworzyłam wciąż leżał w nienaruszonym stanie obok nagrobka. No tak, zapomniałam. Zrobiłam dwa kroki, a moim oczom ukazała się tablica nagrobkowa.
Debby Bolt 12.01.1999 - 06.07.2017 'pochłonął ją żywioł'
-Żywioł.-prychnęłam.
Przejechałam dłonią po moim zdjęciu, ruszało się. Po chwili odpadło ukazując mi wgłębienie w płycie. Zaglądnęłam do środka, znajdował się tam jakiś papier. Jak mogłabym tego nie wyciągnąć? Rozłożyłam go, okazało się, że to kawałek artykułu z gazety.
'Osiemnastoletnia Debby, laureatka nagrody wypadła za burtę. Jej ciała do tej pory nie odnaleziono.'
-I tyle?-zdziwiłam się.
Schowałam papier do kieszeni i opuściłam cmentarz.
***
Wszystko wskazywało na to, że się utopiłam. Gdzie była teraz Celaena? Potrzebowałam jej. Co musieli czuć moi rodzice i Draco? Czy bardzo przeżywali moją śmierć? Westchnęłam i ruszyłam w nieznanym mi kierunku, nie wiedziałam co ze sobą zrobić. To wszystko było chore, może to tylko sen z którego zaraz się wybudzę? Nic na to nie wskazywało... Będę błąkać się po ziemi całą wieczność, ja nieszczęśliwa dusza. Nigdy nie zaznam ukojenia i spokoju, już nigdy.
-Kiedyś zaznasz.
Celaena, wreszcie.
-Gdzie byłaś! Zostawiłaś mnie.-skrzyżowałam ręce na piersiach.
-Oh wybacz, mam też inne sprawy do załatwiania.-odpowiedziała.
Spojrzałam na nią, coś mi nie pasowało. Brakowało białej sukni i wianka, teraz miała na sobie tylko długą koszulę.
-Zmieniłaś strój?-zapytałam marszcząc czoło.
-To, że ty nigdy się już nie przebierzesz nie znaczy, że ja też muszę.
-To było chamskie!-oburzyłam się.-Myślałam, że jesteś miła.
-Mam zły dzień.-odchrząknęła.-Więc już wiesz jak umarłaś.
-Mhm...-wyminęłam ją.
-Gdzie idziesz?-zawołała za mną.
-Nie wiem.-machnęłam dłonią.-Czuję, że muszę tam iść.
Nie odezwała się, po prostu ruszyła za mną. Moim oczom ukazał się sklep monopolowy.
-Wejdź.-zachęciła mnie otwierając drzwi.
-Czy nie mogę po prostu przejść przez ścianę?
Pokręciła głową.
-To tak nie działa.
-To dlaczego samochody...
-Bo nie możesz znów umrzeć.-przerwała mi.-Drzwi Cię nie zabiją, prawda?
-Jeśli bym na nie wpadła z dużą prędkością, kto wie.-weszłam do środka i się rozejrzałam. -Muszę usiąść, bolą mnie nogi.-przeszłam przez regały, w kącie sklepu stał stolik.
Siedział przy nim blondyn, mniej więcej w moim wieku. Czytał gazetę.
-Mogę się przysiąść?
No pewnie Debby, siadaj stara! Chcesz się napić, coś zjeść? Pogadajmy o tym, że jesteś duchem!
-Zabawne.-rzuciła Celaena.
-Wiem.-odparłam i padłam na krzesło.
Spojrzałam na chłopaka, moje oczy uchwyciły nagłówek czasopisma. '
Tragedia na morzu'
Przysunęłam się do chłopaka i spojrzałam w to samo miejsce, gdzie on. Czytał ten sam artykuł, którego kawałek miałam w kieszeni. Włożyłam do niej rękę, lecz była pusta.
-Więc wygrałam nagrodę w konkursie fotograficznym?-zdziwiłam się czytając.-To by wyjaśniało aparat.-pokiwałam głową ze zrozumieniem.-Nagrodą był rejs, była burza, a ja wypadłam i się utopiłam. Raaany...-jęknęłam.-Aż taka koślawa jestem?
-Bywa.-powiedziała Celaena.
W tym momencie chłopak westchnął i złożył gazetę, którą położył na stół, po czym wstał.
-Ej!-zawołałam za nim.-Czytałam to.-parłam głowę na dłoniach.
-Chodźmy.-ponagliła mnie Celaena.
-Będę Ci mówić Ce, Celaena jest długie i zbyt poważne.
'Ce' wywróciła oczami.
-Narazie!-rzuciłam do blondyna, który stał teraz przy kasie. Podniósł wzrok i rozglądnął się po pomieszczeniu. Zmrużył oczy, spojrzał na mnie i posłał mi uśmiech. Odwzajemniłam gest i wyszłam ze sklepu. Zaraz. Usłyszał. Uśmiechnął się. On mnie zauważył.
Usiadłam na środku jezdni ignorując przejeżdżające samochody. Byłam martwa. W mojej głowie pojawiło się wiele pytań, jednak czułam, że Celaena nie udzieli mi na nie odpowiedzi.
-Jak to się stało?-zaryzykowałam lecz ona pokręciła tylko głową.
-Nie znam historii ludzi za życia. Nie wiem jak umarłaś.
-Dlaczego moja dusza po prostu nie odeszła? Jak wszystkie?-zapytałam.
Mrugnęłam i nagle obie znalazłyśmy się na tej samej plaży, gdzie się obudziłam.
-Nie wszystkie dusze odchodzą, Debby. Widocznie ktoś stwierdził, że masz tutaj jeszcze coś do zrobienia. Kobieta wyminęła mnie i podeszła bliżej brzegu.
-Ale co?-zmrużyłam oczy przyglądając się jej.
-Dowiesz się.-odpowiedziała cicho.
Zbliżyłam się do niej i zdałam sobie sprawę, że w tym miejscu leżało moje ciało.
-Zapewne już je znaleźli.-Celaena ciągle patrzyła przed siebie. Byłam pewna, że czyta mi w myślach.
-Pogrzebią je?
-Albo spalą. Nie wiem, możesz się przekonać.
-Mogę?-stanęłam przed nią, zasłaniając jej widok.-Czy nie powinnam nic nie czuć?-zadałam kolejne pytanie, nie czekając na odpowiedź.
-Nie.-zaśmiała się.-Mimo, że jesteś duchem masz wciąż uczucia i zmysły.
-Myślałam, że...-zaczęłam lecz mi przerwała.
-Nie wierz we wszystko co Ci powiedzą.
Nachyliłam się i zgarnęłam trochę mokrego piasku. Trudno było pogodzić się z faktem, że moje życie się skończyło. Nigdy więcej nikt mnie nie zobaczy, nie spotkam rodziców i przyjaciół, nie będę miała chłopaka, dzieci i rodziny. Nie spełnię wszystkich swoich marzeń, które mam, a właściwie miałam.
-Dlaczego pamiętam tylko niektóre rzeczy, jak moje imię czy rodziców, a nie szkołę do której chodziłam lub chociażby jak umarłam?-podniosłam wzrok na Celaenę.
-Musiałaś się uderzyć.-wzruszyła ramionami.-Zdarza się.
-Co ja mam teraz robić?-zapytałam bardziej samą siebie.
-Czekać, aż będziesz mogła odejść.
-Do dupy.-kopnęłam kamień do wody i zalałam się łzami.-Dlaczego akurat ja!-krzyknęłam z całych sił. I tak nikt mnie nie usłyszy...już nigdy. -Zabierz mnie na cmentarz.-poprosiłam ale w odpowiedzi usłyszałam tylko ciszę.-Celaena?- odwróciłam się, lecz jej nie było.-Po prostu świetnie!-uderzyłam rękami o uda.-Masz rację, zostaw mnie samą.-ruszyłam w stronę lasu zdenerwowana.-Nawet nie wiem co muszę zrobić, mogłaś mi dać chociaż jakieś wskazówki ale nieee, po co.-odgarnęłam gałązki, które zagradzały mi przejście.-Lepiej zostawić mi misje, o której nie mam pojęcia i zniknąć, gratulacje.-przemierzałam tę samą drogę co z Celaeną, chciałam znów dotrzeć do miasta.-Ciekawe ile ona ma lat.-mówiłam sama do siebie.- Wygląda bardzo młodo, chociaż jeśli jest jakąś wróżką albo elfem, może mieć ich z tysiąc.- westchnęłam.-No wreszcie.-otrzepałam koszulkę wychodząc na chodnik. Czy na pewno chciałam iść na swój własny pogrzeb? Czy będę w stanie wytrzymać to psychicznie? Cóż, byłam pewna, że nie umrę z przerażenia. -Ale ty zabawna Debby.-powiedziałam i skręciłam w prawo. Nogi niosły mnie same, wiedziały lepiej ode mnie gdzie iść. Bałam się, jednak to była szansa, aby czegoś się dowiedzieć. -No nóżki, gdzie teraz?
-Szybciej!-usłyszałam znajomy głos i po chwili ujrzałam chłopaka z wieńcem, podążającego za starszą kobietą.
Jednak to nie był jakiś tam chłopak, to był mój brat. Pamiętałam go.
-Draco!-krzyknęłam w jego stronę.-Draco!-powtórzyłam zapominając, że nie może tego słyszeć. Mruknęłam pod nosem i pobiegłam za nim. Nic nie działo się przypadkowo, właśnie tak miało być, miałam go spotkać.
-Wiem, że jesteś biegaczem ale trochę wolniej!.-jęczałam.
No tak, tego faktu akurat nie zapomniałam. O ironio. Dopiero przy grupie ludzi zorientowałam się, że jestem na cmentarzu. Zaczęłam się trząść, bo akurat spuszczali trumnę do wykopanego dołu. Naprawdę nie chciałam tego oglądać, więc skupiłam się na towarzystwie. Mama i tata, to wiedziałam ale reszta? Nie znałam tych ludzi i miałam wrażenie, że za życia także. Tak to jest, nienawidzą Cię, a gdy umrzesz nagle stajesz się najwspanialszą osobą jaka chodziła po ziemi. Tłum zaczął się rozchodzić, po chwili przy grobie został tylko Draco. Podeszłam bliżej i spojrzałam na niego. Z jego czerwonych, podkrążonych oczy płynęły łzy. Trzymał w ręce aparat. Miał zamiar robić zdjęcia, serio?
-Wciąż czuję, jakbyś tu była.-szepnął gdy ukucnęłam obok.
-Bo tu jestem idioto.-wywróciłam oczami.
-Przepraszam...-załkał.
-Ale za co?
-Gdybym nie pozwolił Ci wyjść na pokład wszystko byłoby inaczej. To moja wina.-ukrył twarz w dłoniach i zaczął płakać.-To było twoje marzenie, a tylko Cię przez nie straciliśmy.
-Nie, to nie twoja wina Draco, na pewno nie.-powiedziałam chwytając go za ramię.
Chłopak tego nie poczuł, oczywiście...
-Żegnaj Debby...-wyszeptał, po czym zostawił aparat obok nagrobka i odszedł.
-To było okropne.-przyznałam i chwyciłam urządzenie.-Co tu mamy...-zaczęłam przeglądać zdjęcia od najnowszych.
Pioruny, deszcz, Draco, znów pioruny, rodzice i jacht. Dobra ale dalej nie dowiedziałam się jak umarłam. Rzuciłam aparatem o ziemię, roztrzaskał się na kawałki. Przymknęłam oczy, a gdy je otworzyłam wciąż leżał w nienaruszonym stanie obok nagrobka. No tak, zapomniałam. Zrobiłam dwa kroki, a moim oczom ukazała się tablica nagrobkowa.
Debby Bolt 12.01.1999 - 06.07.2017 'pochłonął ją żywioł'
-Żywioł.-prychnęłam.
Przejechałam dłonią po moim zdjęciu, ruszało się. Po chwili odpadło ukazując mi wgłębienie w płycie. Zaglądnęłam do środka, znajdował się tam jakiś papier. Jak mogłabym tego nie wyciągnąć? Rozłożyłam go, okazało się, że to kawałek artykułu z gazety.
'Osiemnastoletnia Debby, laureatka nagrody wypadła za burtę. Jej ciała do tej pory nie odnaleziono.'
-I tyle?-zdziwiłam się.
Schowałam papier do kieszeni i opuściłam cmentarz.
***
Wszystko wskazywało na to, że się utopiłam. Gdzie była teraz Celaena? Potrzebowałam jej. Co musieli czuć moi rodzice i Draco? Czy bardzo przeżywali moją śmierć? Westchnęłam i ruszyłam w nieznanym mi kierunku, nie wiedziałam co ze sobą zrobić. To wszystko było chore, może to tylko sen z którego zaraz się wybudzę? Nic na to nie wskazywało... Będę błąkać się po ziemi całą wieczność, ja nieszczęśliwa dusza. Nigdy nie zaznam ukojenia i spokoju, już nigdy.
-Kiedyś zaznasz.
Celaena, wreszcie.
-Gdzie byłaś! Zostawiłaś mnie.-skrzyżowałam ręce na piersiach.
-Oh wybacz, mam też inne sprawy do załatwiania.-odpowiedziała.
Spojrzałam na nią, coś mi nie pasowało. Brakowało białej sukni i wianka, teraz miała na sobie tylko długą koszulę.
-Zmieniłaś strój?-zapytałam marszcząc czoło.
-To, że ty nigdy się już nie przebierzesz nie znaczy, że ja też muszę.
-To było chamskie!-oburzyłam się.-Myślałam, że jesteś miła.
-Mam zły dzień.-odchrząknęła.-Więc już wiesz jak umarłaś.
-Mhm...-wyminęłam ją.
-Gdzie idziesz?-zawołała za mną.
-Nie wiem.-machnęłam dłonią.-Czuję, że muszę tam iść.
Nie odezwała się, po prostu ruszyła za mną. Moim oczom ukazał się sklep monopolowy.
-Wejdź.-zachęciła mnie otwierając drzwi.
-Czy nie mogę po prostu przejść przez ścianę?
Pokręciła głową.
-To tak nie działa.
-To dlaczego samochody...
-Bo nie możesz znów umrzeć.-przerwała mi.-Drzwi Cię nie zabiją, prawda?
-Jeśli bym na nie wpadła z dużą prędkością, kto wie.-weszłam do środka i się rozejrzałam. -Muszę usiąść, bolą mnie nogi.-przeszłam przez regały, w kącie sklepu stał stolik.
Siedział przy nim blondyn, mniej więcej w moim wieku. Czytał gazetę.
-Mogę się przysiąść?
No pewnie Debby, siadaj stara! Chcesz się napić, coś zjeść? Pogadajmy o tym, że jesteś duchem!
-Zabawne.-rzuciła Celaena.
-Wiem.-odparłam i padłam na krzesło.
Spojrzałam na chłopaka, moje oczy uchwyciły nagłówek czasopisma. '
Tragedia na morzu'
Przysunęłam się do chłopaka i spojrzałam w to samo miejsce, gdzie on. Czytał ten sam artykuł, którego kawałek miałam w kieszeni. Włożyłam do niej rękę, lecz była pusta.
-Więc wygrałam nagrodę w konkursie fotograficznym?-zdziwiłam się czytając.-To by wyjaśniało aparat.-pokiwałam głową ze zrozumieniem.-Nagrodą był rejs, była burza, a ja wypadłam i się utopiłam. Raaany...-jęknęłam.-Aż taka koślawa jestem?
-Bywa.-powiedziała Celaena.
W tym momencie chłopak westchnął i złożył gazetę, którą położył na stół, po czym wstał.
-Ej!-zawołałam za nim.-Czytałam to.-parłam głowę na dłoniach.
-Chodźmy.-ponagliła mnie Celaena.
-Będę Ci mówić Ce, Celaena jest długie i zbyt poważne.
'Ce' wywróciła oczami.
-Narazie!-rzuciłam do blondyna, który stał teraz przy kasie. Podniósł wzrok i rozglądnął się po pomieszczeniu. Zmrużył oczy, spojrzał na mnie i posłał mi uśmiech. Odwzajemniłam gest i wyszłam ze sklepu. Zaraz. Usłyszał. Uśmiechnął się. On mnie zauważył.
ROZDZIAŁ 1
ROZDZIAŁ 1
Otworzyłam oczy i od razu poraził mnie blask księżyca w pełni. Odruchowo zasłoniłam je dłonią, co
spowodowało okropny ból na całym ciele. Spróbowałam podnieść się do siadu, jednak to było zbyt
trudne. Wzięłam kilka głębszych oddechów, po czym zacisnęłam zęby i usiadłam. Patrzyłam prosto na
taflę wody, delikatne fale biły o moje przemoczone nogi.
Poczułam dreszcze spowodowane chłodem. Podciągnęłam się wyżej, jak najdalej od brzegu.
Zaczęłam się rozglądać, lecz jedyne co widziałam to piasek i kamienie.
Gdzie ja tak właściwie byłam? Co się stało?
Skupiłam się na wydarzeniach z przeszłości, jednak w głowie miałam pustkę.
Nie mogłam sobie nic przypomnieć, nic prócz mojego imienia.
-Jestem Debby...-wyszeptałam kiwając głową.
Co mam teraz zrobić? W jakim kierunku iść?
Nie wiedziałam gdzie mieszkam, nie pamiętałam mojej rodziny czy znajomych. Muszę się wydostać z plaży, może powinnam znaleźć jakiś szpital, ktoś na pewno mi pomoże.
Ogarnęłam jeszcze raz wzrokiem brzeg ale tym razem dostrzegłam coś, czego nie zauważyłam
wcześniej. Jakaś postać leżała obok miejsca, w którym przed chwilą się znajdowałam. Pełna nadziei
podbiegłam do niej, jednak to co zobaczyłam przyprawiło mnie o mdłości.
Zobaczyłam siebie.
Zakręciło mi się w głowie, przerażona zakryłam oczy i wmawiając sobie, że to tylko przewidzenie
uciekłam z plaży. Oparłam się o jedno z wyższych drzew chcąc uspokoić moje serce, które biło
niebezpiecznie szybko. Nie miałam dość odwagi w sobie, by spojrzeć w tył.
Na moich policzkach pojawiły się łzy wywołane strachem, którego nie kontrolowałam.
-O mój boże...-załkałam i ukryłam twarz w dłoniach.
Cała drżąc, ruszyłam wolnym krokiem przez
lasek. Było tak zimno, zbyt zimno jak dla mnie. Muszę kogoś znaleźć, to był mój jedyny cel teraz.
Szłam przed siebie rozglądając się wokół, moją uwagę przyciągnął jakiś szary kształt.
Potknęłam się o wystający korzeń i wylądowałam na mokrych liściach, szybko spojrzałam w stronę,
gdzie przed chwilą 'coś' się znajdowało, niestety teraz widziałam same drzewa.
Zaklęłam pod nosem i cała obolała wstałam na nogi.
Przede mną stała kobieta, a tak właściwie to dziewczyna. Wystraszyłam się i wydałam z siebie przeraźliwy krzyk, jednak ona tylko się uśmiechnęła.
Była naprawdę piękna, na jej siwych włosach spoczywał wianek, który idealnie współgrał z jasną
suknią.
Co ona robiła tak ubrana w lesie, na dodatek w nocy?
-Kim jesteś?-wysapałam oszołomiona.
-Na imię mam Celaena.- jej głos był wysoki ale delikatny i przyjemny dla ucha.
Złączyła swoje dłonie i
patrzyła na mnie, wciąż uśmiechnięta. Miałam ochotę zadać jej kilka pytań na temat jej osoby ale
przecież to nie było najważniejsze.
-Pomóc Ci jakoś?-zapytała spokojnie.
-Tak.-odchrząknęłam.-Obudziłam się cała zmoczona na plaży i nic nie pamiętam. Czy mogłabyś
zaprowadzić mnie do jakiegoś szpitala, czy coś?-poprosiłam.
-Chodź za mną, Debby.-odpowiedziała po czym odwróciła się i zaczęła iść.
-S-skąd wiesz jak mam na imię?
Nie odpowiedziała. Jak mogła znać moje imię? Dopiero co ją poznałam!
-Co tutaj robisz?-zadałam kolejne pytanie, tym razem otrzymałam odpowiedź.
-Pomagam Ci.
Celaena spojrzała na księżyc, a następnie przed siebie.
-Jak to?-zdziwiłam się słysząc jej słowa.-Przecież...nie rozumiem.-skomentowałam.
Dziewczyna była dziwna i to bardzo. Czy dobrym pomysłem było zaufanie jej?
Cóż, nie miałam wyboru.
-Zrozumiesz.-wyszeptała i cicho się zaśmiała.
Wzruszyłam ramionami i bez słowa szłam za nią.
Las był ciemny, jednak od Celaeny bił pewnego rodzaju blask. Zaczynałam myśleć, że nie jest
człowiekiem ale od razu wyśmiałam tę myśl.
To niemożliwe.
Po około godzinie wędrówki w ciszy, usłyszałam warkot silnika samochodowego.
Jeszcze kilka kroków i ujrzałam budynki oraz ulicę. Spojrzałam na Celaenę, która szła wzdłuż chodnika
parę metrów ode mnie.
-Ej!-zawołałam za nią.-Gdzie idziesz!
Znów nie usłyszałam odpowiedzi. Westchnęłam i pobiegłam za nią.
Słońce już wychodziło i zaczynało ogrzewać moje zmoczone i zmarznięte ciało.
-Przepraszam, która jest godzina?-zapytałam przypadkowego przechodnia, lecz on mnie zignorował i
poszedł dalej.
-Czy może mi pani...-spróbowałam ponownie ale spotkałam się z identyczną reakcją.
-Ludzie są niemili.-jęknęłam do dziewczyny, która zaprzeczyła.
-Wcale nie są.
Zatrzymała się i wskazała dłonią na budynek szpitala.
Ucieszona podążyłam w jego stronę, może wreszcie coś się wyjaśni.
Odwróciłam się i spojrzałam na Celaenę, która szła za mną.
Dziwiłam się, że ludzie nie patrzą na nią podejrzliwie. Świeciła się, dosłownie, jednak oni zachowywali
się jakby jej nie dostrzegali. Wypuściłam powietrze z ust ze świstem i złapałam za klamkę. Otworzyłam
drzwi i ujrzałam tłum ludzi.
-Co mam im powiedzieć?-zniechęcona przystanęłam.
-To samo co mi.-strzepała paproch ze swojej sukienki i zamrugała kilka razy.-No idź.
Posłała mi nalegające spojrzenie. Kiwnęłam głową i podeszłam do recepcji.
-Dzień dobry.-powiedziałam.
Kobieta dalej stała nachylona nad papierami.
-Dzień dobry!-
powtórzyłam głośniej.
Nic, zero.
'Co do cholery' pomyślałam i zaciskając pięści, zaczęłam szukać jakiegoś lekarza. Mężczyzna w kitlu stał z notatnikiem obok automatu z kawą, od razu do niego podeszłam.
-Witam, czy mógłby mi pan...-zaczęłam ale przestałam, gdy jego zachowanie było identyczne z
zachowaniem recepcjonistki.
Zdenerwowałam się, naprawdę się zdenerwowałam. Ciężko oddychając podeszłam do stolika i
chwyciłam drewniane krzesło, którym cisnęłam o ścianę. Jego nogi połamały się i odleciały od
siedzenia.
-CZY KTOŚ ZWRÓCI TERAZ NA MNIE UWAGĘ?! - krzyknęłam rozglądając się po holu.
Ludzie udawali, że wcale nie zauważyli krzyczącej wariatki, która rozwaliła krzesło.
Bezradna cofnęłam się z chęcią kopnięcia resztki przedmiotu i wyładowania złości, jednak jego tam nie
było.
-Ale...- okręciłam się wokół własnej osi, a to co zobaczyłam zaparło mi dech w piersiach.Krzesło stało przy stoliku w nienaruszonym stanie.
Z mojego gardła wyrwał się przeraźliwy krzyk, który odbijał się echem po całym budynku. Wybiegłam ze szpitala nie panując nad sobą, prosto na ulicę.
Dopiero gdy się zatrzymałam zdałam sobie sprawę z tego, że pędzi na mnie duże audi.
Zakryłam się rękami przygotowana na ból i uderzenie, którego mogłam nie przeżyć.
Jednak to nie nastąpiło.
Niepewnie odkryłam oczy i ujrzałam kolejny samochód, ponownie się skuliłam i ponownie nic nie
poczułam.
Nadjeżdżały kolejne maszyny ale ja już się nie chowałam, stałam jak posąg i patrzyłam jak każda z
nich przejeżdża nie robiąc mi zupełnie żadnej krzywdy.
-Jak to...-zaczęłam.
-Możliwe?-dokończyła za mnie Celaena, która nagle znalazła się obok.
Z nią było identycznie,
zupełnie nie reagowała na 'zderzenie'.
-Jeszcze nie zrozumiałaś?-złapała mnie za ramiona, a ja spojrzałam prosto w jej oczy, które na chwilę
stały się całkiem białe, po czym błękitne.
Skojarzyłam wszystkie fakty; ignorujący mnie ludzie, krzesło, amnezja, ona sama i ciało. Moje ciało, które zostało na brzegu.
Jednak mi się nie przewidziało, to byłam ja... W mojej głowie pojawiła się jedna myśl, jednak zbyt absurdalna aby mogła być prawdziwa.
Nie mogłam w nią uwierzyć, a może zwyczajnie nie chciałam?
-Tak.-powiedziała Celaena jakby czytając w moim umyśle.-Tak Debby, Ty nie żyjesz.
sobota, 11 kwietnia 2015
PROLOG
PROLOG
Kolejny upalny dzień lata, jednak w tym było coś wyjątkowego.
Ten dzień, był dniem rejsu tak długo przez nią wyczekiwanego.
Opłaciły się godziny z aparatem, opłaciły się noce przed komputerem, oraz opłaciło się używanie
wyobraźni. Wygrana smakuje cudownie, gdy naprawdę na nią zapracujesz. Wraz z rodziną stała, i czekała na ten moment gdy wpuszczą ją na pokład.
Zdjęcia, dzięki którym pokonała konkurencje były porozwieszane w każdym możliwym miejscu.
Czuła dumę, niesamowitą dumę.
'Sama tego dokonałam' myślała za każdym razem, gdy na nie patrzyła.
Czekają ją wspaniałe wakacje na oceanie, na luksusowym jachcie.
O niczym innym bardziej nie marzyła, to idealna okazja aby rozwijać swoją pasję. Wreszcie pojawiły się przed nią schody, po których weszła na pokład. Powitał ją młody kelner z lampką
drogiego szampana, wznieśli toast i czekali na rozpoczęcie przygody.
Jednak coś było nie tak. Jakaś cząstka jej mówiła, że nie powinna tego robić...
*
Przebudziłam się cała zmarznięta, zrzuciłam na bok koc i włożyłam buty. Obejmując swoje ramiona
ruszyłam do sąsiedniej kabiny, gdzie spał mój brat.
-Draco?-zawołałam, lecz pomieszczenie było puste.
Westchnęłam i wycofałam się. Weszłam na górę po metalowych schodach i dostrzegłam męską sylwetkę.
-Draco!-krzyknęłam, a chłopak odwrócił się i podszedł do mnie.
-Nie krzycz, wszyscy śpią.-skarcił mnie zarzucając bluzę na moje ramiona.
-Dlaczego jest tak zimno?-zapytałam otulając się nią.
Zmrużył oczy niezadowolony i jakby trochę zaniepokojony.
-Jest okropny sztorm.
-Sztorm?-zdziwiłam się, a moje serce zaczęło bić jak oszalałe.
To była idealna okazja na zrobienie
fantastycznych zdjęć.
-Nawet o tym nie myśl.-ostrzegł mnie brat, wiedząc co chodzi mi po głowie.
-Idź po mój aparat.-nakazałam mu.
-Jedyne miejsce gdzie pójdę to moja kabina.-wyminął mnie, jednak po przejściu kilku kroków
znieruchomiał.
-Proszę Cię Debby, chodź.-powiedział błagalnie ale ja stanowczo zaprzeczyłam.
-Nie przepuszczę takiej okazji. Idź, pójdę sama.
Wypuścił powietrze z ust ze świstem, uległ.
-Zaczekaj chwilę.
Zeskoczył po schodach i minutę później wrócił z moją lustrzanką. Wyszliśmy na pokład, wiatr był tak silny, że prawie mnie przewrócił.
Co sekundę piorun przecinał zachmurzone niebo, a fale niebezpieczne kołysały jachtem.
-To nie jest dobry pomysł.-mruknął niezadowolony Draco.
-Tylko chwilę.-oznajmiłam i pewnym krokiem podeszłam do barierki.
Zaczęłam robić mnóstwo ujęć, niektóre były naprawdę dobre. Jednak rurki przede mną bardzo mi
przeszkadzały. Położyłam stopę na jednej z nich, po czym łapiąc się słupa udało mi się na nie wspiąć.
-Zwariowałaś?!-krzyknął przestraszony chłopak.-Złaź do cholery! DEBBY!
Nie słuchałam go, jedyne co miałam w głowie to te piękne i niepowtarzalne zdjęcia. W jednej chwili podłoże niebezpiecznie się zatrzęsło. Aparat wyślizgnął mi się z rąk i spadł.
-O nie!-jęknęłam.
Na szczęście pasek przyczepiony do niego zaplątał się o o jakieś druty.
-Kupię Ci nowy.-powiedział Draco ciągnąc mnie za rękę. Wyrwałam mu się kiwając głową.
-To były zbyt genialne fotki.
-Chyba nie chcesz...Debby!-krzyknął za mną, lecz ja już zwisałam głową w dół.
Sprawiło mi to wiele trudności, urządzenie było zbyt daleko.
-Cholera.-mruknęłam do siebie, po czym opuściłam się jeszcze niżej.
Wreszcie poczułam przedmiot w dłoniach, i z ulgą zawiesiłam go na szyi.
Brat złapał mnie za nogi i wciągnął spowrotem na podkład.
-Zabije Cię, rozumiesz? Jak możesz być tak nieodpowiedzialna!-krzyknął do mnie ze strachem w
oczach.
-Wyluzuj, mam aparat i jestem cała. Wracajmy.-zaśmiałam się i ruszyłam w stronę swojej kabiny.
Nagle cały pokład pechylił się na bok, jakby coś w niego uderzyło.
Draco złapał się pierwszej lepszej rurki, lecz ja nie zdążyłam.
Przeturlałam się po metalowym podłożu, i wyleciałam za burtę wprost do lodowatej wody.
Byłam świetną pływaczką, niestety w tej sytuacji to nie mogło mi pomóc. Fale były zbyt niespokojne, z
każdej strony zabierały mnie pod powierzchnię wody. W oddali słyszałam krzyki brata oraz alarm. Walczyłam ale z żywiołem nie miałam szans.
Zniknęłam pod taflą, niewidzialne dłonie ciągnęły mnie na dno.
Ciecz wypełniła moje płuca, to był koniec.
Utonęłam.
FABUŁA
rejs, który zmienił wszystko.
piękny sen, który zamienił się w koszmar.
ona - zabrana ze świata żywych.
on - widzi to, czego nie powinien.
Debby wygrywa w konkursie fotograficznym wymarzony rejs po oceanie.
Pewnej nocy na wodach szaleje sztorm, nierozsądna dziewczyna wychodzi na pokład i wpada do wody.
Topi się i umiera.
Dlaczego jej duch musi błąkać się po ziemi?
Jak przyjmie do siebie wiadomość, że nie żyje?
Dlaczego jest niewidzialna ale nie dla niego?
Nic nie dzieje się bez przyczyny....
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)




